Flash not detected
Foto - Promo
Wojciech Krzywiński - wybrane linki
10 sekund szczęścia


Indywidualny Puchar Świata jest ukoronowaniem mojej 25-letniej kariery. Bardzo się z niego cieszę. Ale martwię się, że coraz mniej młodzieży chce budować modele. Że nie będzie modelarzy z pasji i z rozsądku - mówi multimedalista w modelarstwie kosmicznym Wojciech Krzywiński z Plocka.

Wiele razy stawał na podium imprez rangi mistrzowskiej. Indywidualnie ma na koncie 36 tytułów mistrza Polski, 16 razy zdobywał Puchar Polski, w 2001 roku był mistrzem Europy. Ale najwięcej radości sprawiło mu 3. miejsce w mistrzostwach świata, które wywalczył na Florydzie w 1992 roku. - Była to druga w moim życiu tak duża impreza, na której wystartowałem, i mój pierwszy medal - wspomina Krzywiński. - W pamięci mam też swój pierwszy dyplom za model szybowca wystrugany z lipiny i wystawiony w I konkursie organizowanym przez Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz redakcję wydawnictwa "Horyzonty Techniki dla Dzieci" w 1959 r.

Rok później wystartował w kolejnej edycji, na którą przygotował model spychacza, sterowany radiem, który zrobił ze szkolnego podręcznika od zajęć technicznych. - Działał. W nagrodę za to dzieło otrzymałem polskiej produkcji aparat fotograficzny marki Druh - dodaje Wojciech Krzywiński. - Później konkursy przestano organizować, nie wiem dlaczego. I w moim życiu zaczęła się kolejna era modelarstwa kartonowego. Wycinanki kupowałem od znajomej z księgarni, która zawsze odkładała mi nowe egzemplarze. Było tego tak dużo, że w swoim pokoju na półkach, regałach, wszędzie miałem samoloty, szybowce, statki. Człowiek wtedy cieszył się, że coś ma.

W szkole średniej przyszło zainteresowanie astronautyką. - W latach 60. byliśmy świadkami pierwszego lotu człowieka rakietą w kosmos - przypomina specjalista od modelarstwa kosmicznego. - Ale to także początki serii startów polskich rakiet meteorologicznych. Zacząłem regularnie o tym czytać w fachowej prasie, w miesięczniku "Modelarz", który zacząłem prenumerować w 1956 roku. Miałem wtedy 11 lat. A później doszły jeszcze branżowe gazety czeskie, radzieckie, nie wspominając o książkach o tematyce lotniczej. Trochę tego wszystkiego się nazbierało, ale trzymam wszystko do dziś. Nie potrafię wyrzucić żadnego pisma technicznego - dodaje.

Sentyment do literatury, którą gromadziło się przez tyle lat, pozostał. Ale najbardziej wspomina książkę pt. "Dywizjon 303". - Często do niej wracałem, to była książka marzeń. Proszę sobie wyobrazić, jak się czułem, kiedy poznałem jednego z bohaterów tej książki osobiście, czyli Jana Zumbacha. Skończyłem szkołę, w której uczył się Zumbach, a w 1980 roku spotkałem go osobiście na zjeździe absolwentów. Nie zapomnę tego nigdy. Zobaczyć go z bliska i podać rękę było dla mnie szczęściem absolutnym - opowiada Krzywiński.

Jego przygoda z modelarstwem zaczęła się zupełnie przypadkowo. - Mieszkałem na Lubelszczyźnie i dzieciństwo upływało mi w leśniczówce. Pewnego dnia pod lasem wylądował szybowiec i bardzo ożywił nudę wakacji w lesie - wspomina Wojciech Krzywiński. - Do poczty daleko, do urzędu daleko, więc pilot skorzystał z telefonu w leśniczówce. I tak poznałem pana Ireneusza Jóźwiaka, który dużo opowiadał o lataniu i samolotach. Gdy następnego dnia przylecieli po niego, to pierwszy raz miałem okazję lecieć samolotem. Latanie tak bardzo mi się spodobało, że pan Jóźwiak przysyłał mi książki lotnicze i samoloty do sklejania - miałem dziesiątki modeli kartonowych i plastikowych - dodaje mistrz.

Wojciech Krzywiński opowiada dalej: - Dziś mam 67 lat i powoli muszę myśleć o zakończeniu kariery sportowej. Martwię się, że coraz mniej młodzieży garnie się do modelarstwa. Niedługo nie będzie modelarzy z pasją. Kiedy zaczynałem pracę jako instruktor w Płocku, było 11 modelarni i każda była pełna. Dziś programy szkolne się zmieniły, nie ma zajęć praktycznych i modelarnie prawie poznikały. Od 15 lutego zostanie tylko jedna przy Spółdzielczym Domu Kultury. Dlatego chciałbym stworzyć miejsce, gdzie mógłbym się dzielić z młodymi modelarzami pasją, gdzie można by skorzystać ze zgromadzonej przez lata literatury, wyeksponować wszystkie modele, nagrody, dyplomy, medale. Stworzyć Centrum Modelarskie z prawdziwego zdarzenia, gdzie będą mogli się spotykać modelarze wszystkich rodzajów. Modelarstwo, wbrew pozorom, to bardzo emocjonujący sport, tylko te emocje trwają 10 sekund. Najpierw trzeba nad modelem spędzić godziny i dni. Problem w tym, że nie można modelu sprawdzić, poprawić czy poćwiczyć. Każdy start rakiety to próba generalna, która trwa 10 sekund.

źródło - http://www.sport.pl - Adam Małachowski

Ostatnio dodane filmy
YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL YouTube by AVIATV.PL
Goście on-line: 2